Skip to main content

Nasza działalność

Oliwia Hildebrandt

Oliwia Hildebrandt

Po pierwsze, muszę podkreślić, że ta historia jest jedną z najbardziej istotnych i pięknych dróg w moim życiu. I jestem tak bardzo wdzięczna, że dzieje się „wciąż”…

A jak to się zaczęło?

Byłam czynnym nauczycielem zajęć artystycznych, gdy moja bliska koleżanka Wanda Chotecka, ówczesna dyrektor szkoły tzw. przyszpitalnej zapytała, czy nie poprowadziłabym zajęć na oddziale. Zgodziłam się bez wahania, przygotowałam warsztaty, ale tak naprawdę nie wiedziałam, co mnie czeka. Całą noc wertowałam książki i czytałam, jak należy postępować z dziećmi chorymi na raka, co robić, o czym rozmawiać, a jakich tematów lepiej nie poruszać. Rano, zaopatrzona w materiały plastyczne i pomysły, ale pełna obaw, znalazłam się w szpitalu.

Gdy zobaczyłam małych pacjentów wchodzących do sali, doznałam pewnego olśnienia: te cudowne dzieciaki mają w sobie olbrzymi potencjał i jak wszystkie na świecie uwielbiają zabawę, radość, kreatywność, bywają niepewne siebie i że chodzi po prostu o to, by je pobudzić do życia i pokazać, że potrafią wszystko też namalować. Że świat to radość, a siła i mądrość, którą dysponują, jest wielka. Z racji artystycznego i pedagogicznego doświadczenia, ale też wrodzonej dziecięcej radości, już wtedy wiedziałam, ze zaczyna się coś niezwykłego. I to uczucie mam za każdym razem, gdy przekraczam próg szpitala. Uwielbiam, jak dzieciaki zaczynają pracować, malować, jak się angażują. I jak przychodzą rodzice, ciocie z oddziału, siostry i pani doktor, by podziwiać prace. I jak sami nie dowierzają, że oni naprawdę TAK potrafią. Wtedy jest szczęście. Tak buduje się zdrowie. To magia.

Każde z moich dzieci – tak określam te moje plastyczne maluchy – to odrębna, fantastyczna opowieść i osobowość: kilkulatki tworzące z mamami albo nastolatki, niezwykle dojrzałe i spokojne. Wszystkie są cudowne, kreatywne i takie radosne. Naszą rolą jest tylko to udowadniać, inspirując je do twórczych działań.

Uważam, ze każdy malkontent, krytyk i pesymista życiowy powinien przyjść na oddział, by poczuć, co znaczy siła człowieka, siła dziecka, siła walki i niezłomność. Ja dostałam tam o stokroć więcej, niż mogłabym się kiedykolwiek spodziewać. Urtico, dziękuję.

Newsletter

Zapisz się do Newslettera, żeby być na bieżąco
ze sztuką pomagania.